- Niech mnie młot do kowadła przytrzaśnie. - zacząłem - Co was tam tak przycisnęło że z taką kwotą mi tu wyskakujesz. Ta karczma takiego zysku w miesiąc nie przyniesie! Gadaj mi tu zaraz. - moje oczy paliły się ognistymi płomyczkami chciwego krasnoluda.
- Spokojnie spokojnie Bruno - wyszeptał do mnie Kurt - Daj se na wstrzymanie, wszyscy od razu nie muszą wiedzieć...
Sądząc jednak po ilości osób które nagle przycichły i których oczy bądź też uszy skłoniły się w kierunku kominka gwarantowała już jednak absolutny brak anonimowości.
- Słuchaj sprawa prosta. Chodzi żebyś się zatrudnił w magazynie przy zachodniej baszcie...
- O nie Kurt... - przerwałem mu. - Nie wrobisz mnie w to! Na kowadło mojego stryja. Jak nic znowu mnie wrobicie w bycie wtyczką. Pamiętam do dziś jak mnie ten arabiec obtłukł wtedy. Widziałem chyba wszystkie gwiazdy, a to było w kanałach! Oj nie uśmiecha mi się to. Gówno z tego miałem ostatnio. Teraz też pachnie kupą już z odległości... - Zaciągnąłem się dużym haustem rozcieńczonego trunku i skończyłem... - Nawet za 5 złociaków.
- Bruno. Nie łap się starych historii bo to dzieje starsze niż twoja broda...
- Oj mojej brody w to nie mieszaj człowieku! - rzuciłem rozgniewany.
- Dobra krasnoludzie. Prosta sprawa bierzesz robotę czy nie. Decyduj się, bo jak nie ty to tutaj znajdę z tuzin chętnych.
- Dobra łazęgo nie mam i tak nic lepszego do roboty. Szczurów jak na lekarstwo i tak miałem szukać roboty a okolice zachodniej baszty są dobre jak każde inne. Słuchaj zróbmy tak - przyciągam do siebie bliżej i szeptem - Dajecie 2 sztuki z góry i jestem wasz aż po koniuszki brody na najbliższe 2 tygodnie. Reszta po fakcie nieważne czy się uda czy nie... No to jak idziemy? - odsuwam się i z wielkim namaszczeniem spluwam w moją wielką brudną dłoń i podaje w kierunku człowieka z pazernym uśmiechem na ustach, cedząc przez wykrzywione w uśmiechu usta - decyduj się psi synu!