Oczy prawie wszystkich obecnych w Tłustej Hrabiance zwrócone były w stronę krasnoluda i strażnika. Bruno przygniatał wzrokiem dawnego współpracownika, a jego toporna dłoń trwała w niemal idealnym bezruchu. Kurt wydawał się wyjątkowo zdenerwowany sytuacją, co rusz zerkał naokoło. W końcu jednak westchnął z oporem, splunął na własną dłoń i podał ją krasnoludowi, lekko wzdrygając się na miażdżący uścisk.
- No to umowa zawarta! - wykrzyknął szczurołap jeszcze raz potrząsając ręką człowieka i szczerząc się. Nie zwracał uwagi na siniejącą twarz Kurta ani jego zaciśnięte zęby. Ten jednak położył mu drugą rękę na ramieniu i skłonił do powrotu na stołek. Krasnolud zluzował chwyt ku wyraźnemu wytchnieniu strażnika i pochylił się w jego stronę.
- Wiesz, że ten bezmyślny wybuch wiele skomplikował - wycedził Kurt ściszając głos - ale jakoś sobie z tym poradzimy. To nie taka sama robota, jak ostatnio - kontynuował szybko, nie pozwalając krasnoludowi na wtrącenie się - Nie będziesz wtyczką. Masz tylko zebrać trochę informacji. I nie chodzi tu o zachodnią basztę. -
- W co ty chcesz mnie...?! - Bruno zmarszczył krzaczaste brwi i już miał zacząć kolejną tyradę, gdy poczuł, że w jego dłoń wciska się mała, lecz ciężka sakiewka. Kurt tymczasem wyprostował się i odwrócił, lecz na jego drodze stanął potężny, wyższy od niego o głowę marynarz. W świetle świec jego cera wydawała się niezdrowo żółtawa.
- Czyszby strasz miejszka najmowała szpiegów?! - wykrzyknął on z teatralną groźbą, opluwając przy tym strażnika - W naszej dzielnicy?! - w dłoni wielkoluda pojawiła się sporych rozmiarów pałka - Zaraz zobaczycie, co czeka... - reszta zdania była jękiem, gdy ćwiekowany nakolannik wbił się w krocze mówiącego. Kurt, uczestnik niezliczonej ilości bójek w pełnym tawern Marienburgu już wyprowadzał cios w ucho kulącego się człowieka. Brunonowi wydawało się, że słyszy "dzięki" wypowiadane tonem najbardziej bluźnierczego przekleństwa. Dalsze wydarzenia były łatwe do przewidzenia.

Wielkolud już leżał na ziemi, a but Kurta rozbijał mu nos. Kilku innych oprychów rzuciło się na strażnika, ale zaraz do bójki włączyli się strażnicy miejscy. Ktoś zauważył niziołka odcinającego sakiewkę i rzucił nim w stół, który rozleciał się w drzazgi, a ale ochlapało wszystkich dookoła. Kupcy szybko przesunęli się w kierunku wyjścia, zaś wszyscy inni rzucili się sobie do gardeł. Gdy na jedną z eleganckich dam wpadł jakiś obszarpaniec, który właśnie stracił zęby, jej towarzysz wyciągnął z pochwy mały, ozdobny sztylecik. Walczący wokół niego zastygli na chwilę, po czym rzucili się w kierunku dandysa z kuflami, nogami od krzeseł i kastetami w dłoniach. Złamał on właśnie jedną z niepisanych zasad bójek karczemnych. Nikt nie wyciąga noży. Teraz poleje się krew.
Greg schował się właśnie za kontuarem przyciskając do siebie córkę, lecz była to raczej ostrożność niż strach. Tymczasem w stronę Bruna zbliżało się dwóch tragarzy portowych o parszywych mordach...
- No to umowa zawarta! - wykrzyknął szczurołap jeszcze raz potrząsając ręką człowieka i szczerząc się. Nie zwracał uwagi na siniejącą twarz Kurta ani jego zaciśnięte zęby. Ten jednak położył mu drugą rękę na ramieniu i skłonił do powrotu na stołek. Krasnolud zluzował chwyt ku wyraźnemu wytchnieniu strażnika i pochylił się w jego stronę.
- Wiesz, że ten bezmyślny wybuch wiele skomplikował - wycedził Kurt ściszając głos - ale jakoś sobie z tym poradzimy. To nie taka sama robota, jak ostatnio - kontynuował szybko, nie pozwalając krasnoludowi na wtrącenie się - Nie będziesz wtyczką. Masz tylko zebrać trochę informacji. I nie chodzi tu o zachodnią basztę. -
- W co ty chcesz mnie...?! - Bruno zmarszczył krzaczaste brwi i już miał zacząć kolejną tyradę, gdy poczuł, że w jego dłoń wciska się mała, lecz ciężka sakiewka. Kurt tymczasem wyprostował się i odwrócił, lecz na jego drodze stanął potężny, wyższy od niego o głowę marynarz. W świetle świec jego cera wydawała się niezdrowo żółtawa.
- Czyszby strasz miejszka najmowała szpiegów?! - wykrzyknął on z teatralną groźbą, opluwając przy tym strażnika - W naszej dzielnicy?! - w dłoni wielkoluda pojawiła się sporych rozmiarów pałka - Zaraz zobaczycie, co czeka... - reszta zdania była jękiem, gdy ćwiekowany nakolannik wbił się w krocze mówiącego. Kurt, uczestnik niezliczonej ilości bójek w pełnym tawern Marienburgu już wyprowadzał cios w ucho kulącego się człowieka. Brunonowi wydawało się, że słyszy "dzięki" wypowiadane tonem najbardziej bluźnierczego przekleństwa. Dalsze wydarzenia były łatwe do przewidzenia.
Wielkolud już leżał na ziemi, a but Kurta rozbijał mu nos. Kilku innych oprychów rzuciło się na strażnika, ale zaraz do bójki włączyli się strażnicy miejscy. Ktoś zauważył niziołka odcinającego sakiewkę i rzucił nim w stół, który rozleciał się w drzazgi, a ale ochlapało wszystkich dookoła. Kupcy szybko przesunęli się w kierunku wyjścia, zaś wszyscy inni rzucili się sobie do gardeł. Gdy na jedną z eleganckich dam wpadł jakiś obszarpaniec, który właśnie stracił zęby, jej towarzysz wyciągnął z pochwy mały, ozdobny sztylecik. Walczący wokół niego zastygli na chwilę, po czym rzucili się w kierunku dandysa z kuflami, nogami od krzeseł i kastetami w dłoniach. Złamał on właśnie jedną z niepisanych zasad bójek karczemnych. Nikt nie wyciąga noży. Teraz poleje się krew.
Greg schował się właśnie za kontuarem przyciskając do siebie córkę, lecz była to raczej ostrożność niż strach. Tymczasem w stronę Bruna zbliżało się dwóch tragarzy portowych o parszywych mordach...
This entry was posted
on środa, 4 lutego 2009
at 21:31
. You can follow any responses to this entry through the
comments feed
.